– Straciłeś rozum? To pytanie słyszeliśmy niezliczoną ilość razy, gdy powiedzieliśmy, że naszą następną wyprawą w 2002 roku będzie kraj afrykański, tak nieznany wielu ludziom.
Republika Konga liczy około 2 600 000 mieszkańców, z których większość skupiona jest na południu kraju wzdłuż linii kolejowej łączącej Brazzaville (stolicę) z nadmorskim miastem Pointe Noire (ważny port, w którym skupiają się cenne pola naftowe – największe bogactwo kraju). W 1960 roku Kongo uzyskało niepodległość od Francji i od tego czasu, podobnie jak wiele innych byłych kolonii, ma burzliwą historię. Po wyzwoleniu do władzy doszedł rząd socjalistyczny spod rządów kolonialnych, po którym nastąpił marksizm-leninizm, który ogłosił republikę wspieraną przez Związek Radziecki. Po kilku zamachach stanu i upadku muru berlińskiego w latach 90. zaadaptowano system kilku partii politycznych, ale na scenie politycznej utrzymywała się niestabilność. W 1997 roku, po krótkiej, ale krwawej wojnie domowej, do władzy doszedł prezydent Sassou-Nguesso. Od tego czasu różne duże zorganizowane grupy walczyły z rządem. W rezultacie setki tysięcy uchodźców i zostało rannych. Ponad 200 000 ludzi musiało opuścić swoje domy z powodu walk w stolicy Brazzaville. Wielu z nich uciekło na wschód do Demokratycznej Republiki Konga (dawniej Zair). Jednak i tam wojna domowa trwała nadal. Obecna sytuacja nadal nie jest zadowalająca, ale widać już oznaki poprawy. W 1999 r. podpisano tymczasowe zawieszenie broni pomiędzy grupami bojowymi a rządem. Jedyna linia kolejowa łącząca Brazzaville – Pointe Noire została ponownie otwarta w sierpniu 2000 r. W kwietniu 2001 r. w stolicy odbyła się publiczna ceremonia, podczas której zakopano broń w ziemi na znak pragnienia pokoju przez mieszkańców. W marcu 2002 r. odbyły się w miarę spokojne wybory prezydenckie, w których prezydent Sassou-Nguesso został wybrany większością 90% głosów.
Poprawa sytuacji politycznej przekonała nas do nawiązania kontaktów z tego kraju, który staje się bardzo pożądany dla radioamatorów. Oczywiście ten kierunek ma wiele zalet i wad.
Przeciwko:
Niestabilność polityczna i kilka obecnych krwawych wojen domowych, choć sytuacja wydaje się poprawiać.
Prawie brak infrastruktury, zarówno transportowej, jak i noclegowej. Dostępnych jest kilka lotów z Europy do stolicy, a stamtąd do Pointe Noire. Jak już wspomniałem, pomiędzy tymi miastami istnieje także połączenie kolejowe, które jednak często jest przerywane atakami grup bojowników walczących na południu i północy kraju. Dlatego nie polecam specjalnie podróżować pociągiem. Znajdziesz tu także bardzo niewiele hoteli ze względu na utrzymujący się brak bezpieczeństwa w kraju.
Dla:
Od 1997 r. w Kongu nie prowadzono żadnej znaczącej działalności radioamatorskiej. Z tego też powodu Kongo znalazło się na liście 38 najbardziej poszukiwanych DXCC krajów, opublikowane przez ARRL we wrześniu 2000 r. Jest to niewątpliwie kraj bardzo atrakcyjny dla nadawców wysokiego szczebla.
Biorąc ten fakt pod uwagę, zdecydowaliśmy, że będzie to nasz kolejny cel i zaczęliśmy nad nim pracować. Po wielu telefonach i wysłanych faksach poznaliśmy wszystkie warunki uzyskania licencji i znaleźliśmy miejsce na ustawienie anten. Zaczęliśmy przygotowania do wyprawy Dx-owej i gdy wszystko było już gotowe, postanowiliśmy ją opublikować. Prawda jest taka, że wiele osób wierzyło w nasz projekt, dlatego nie spodziewaliśmy się żadnych problemów i wierzyliśmy, że uda nam się osiągnąć założone cele.

Cele były
– przydziel nowy kraj maksymalnej liczbie różnych stacji
– praca z maksymalną liczbą stacji
Aby osiągnąć te cele, zainstalowaliśmy dwa kompletne stanowiska, które powinny pracować jak najwięcej godzin. W skład pierwszej stacji (wysoko wydajnej) wchodziły: Yaesu FT-900 AT; belka Cushcraft MA5B na 10, 12, 15, 17 i 20 m; wzmacniacz Ameritron AL-811 (800 watów); przełączanie zasilacza i laptopa.
Druga stacja (mała moc) zawierała: Icom IC706 MKII G; wiązka Hy-Gain TH3 Jr na 10, 15 i 20 m; Gdzie Kantronics dla RTTY; Fala czasu 599ZX DSP filtr, źródło przełączające; laptop; samodzielnie wykonana wiązka dla 50 MHz; dipole drutowe na 40 i 80m.
Do dyspozycji mieliśmy także sto metrów przewodu koncentrycznego, maszt antenowy, liny, kotwice i wszystkie inne narzędzia niezbędne do montażu stacji. Dla dwóch osób było to ponad 145 kg materiału.
Ziarna wątpliwości
Wszystko było już gotowe do naszego wyjazdu i wiedzieliśmy, że sytuacja polityczna ulega poprawie, czego dowodem były uroczystości związane z wyborami prezydenckimi pod koniec marca 2002 roku. Jednak wydarzyło się pewne wydarzenie, które mogło spowodować przerwanie naszej działalności. Zaledwie dwa tygodnie po wyborach i niecały miesiąc przed naszym wyjazdem grupa rebeliantów zwana Ninja porwała pociąg. Był to pierwszy poważny atak od czasu podpisania porozumienia pokojowego w 1999 r. Armia odpowiedziała krótką, ale niszczycielską operacją na południu Brazzaville. Sytuacja ta wzbudziła w nas sporo wątpliwości co do bezpieczeństwa naszego działania. Zadzwoniliśmy do naszej Ambasady Hiszpanii w Kinszaszy (Demokratyczna Republika Konga) i podczas długiej i miłej rozmowy powiedzieli nam, że nie dzieje się nic poważnego. Radzili nam jednak, abyśmy zostali w mieście i nie opuszczali hotelu w nocy, co oczywiście uszanowaliśmy.

Wydarzenie wydawało się jednorazowe, więc postanowiliśmy kontynuować plan. Prawda jest taka, że będąc w kraju, nie mieliśmy pojęcia, co się dzieje. Podczas naszego pobytu zabrakło benzyny i żywności, która miała pochodzić z Pointe Noire. Kiedy zapytaliśmy o powód, powiedziano nam, że są to problemy z linią kolejową, chociaż problem ten został już rozwiązany przed wyjazdem. Widzieliśmy też dużo żołnierzy na ulicach i przenoszenie ludzi, ale myśleliśmy, że w tych dniach odbędą się wybory parlamentarne. Nie wiedzieliśmy o prawdziwych wydarzeniach, dopóki nie wróciliśmy do Hiszpanii. Powstańcy ponownie przecięli linię kolejową, co było przyczyną braku zaopatrzenia i zbliżyli się do granic miasta. A co gorsza, dwa tygodnie po naszym powrocie zaatakowali lotnisko w Brazzaville. W rezultacie zginęło prawie sto ofiar, w tym ludność cywilna. Naprawdę mieliśmy szczęście, że bezpiecznie dotarliśmy do domu. Wróćmy jednak do naszej historii.
Podróż rozpoczęliśmy 16 maja. Lecieliśmy z Barcelony do Paryża, a stamtąd do Brazzaville, stolicy Konga.
Koniec pierwszej części, jutro opublikujemy dalszy ciąg tej ciekawej historii.
