„Jeszcze, ale za późno” – mówi mniej znane przysłowie. Ten zaimprowizowany raport również należy do tej kategorii.
Jak niektórzy z nas mogą być zaskoczeni, pierwsza czechosłowacka audycja radiowa odbyła się 18 maja 1923 roku. Tak, wczoraj, w niedzielę, to było dokładnie osiemdziesiąt lat temu. Pojawienie się radia miało znaczący wpływ na rozwój hobby radioamatorskiego, gdyż wielu z tych, którzy zaczynali od kryształu ze słuchawkami wysokoomowymi, zostało później radioamatorami – słuchaczami lub nadajnikami.
I choć wydaje mi się, że czescy i słowaccy radioamatorzy nieco zapomnieli o tej rocznicy, to jednak nie przeszła ona całkowicie bez echa. Niedziela 18 maja 2003 roku była całkiem miłym dniem. Słoneczną pogodę co jakiś czas przerywały przechodzące chmury, więc było bardzo przyjemnie. Planowaliśmy z dziećmi odwiedzić wystawę „Powietrze znów jest naszym morzem”, która odbyła się w ten weekend na lotnisku w Pradze-Kbelá (niektórzy nazywają ją Letňany).
Ponieważ część dzieci zasnęła, ja wyruszyłam zbyt późno, mając tylko syna i ustalony limit czasu wynoszący 18:00.
Lotnisko i jego okolice nie są zbyt atrakcyjne architektonicznie, dlatego na długo przed przybyciem „bezpośrednio na miejsce” naszą uwagę przykuł wojskowy śmigłowiec Mi-17, a obok stała długa kolejka. Mój syn (jeszcze niemarkowy ;)) chciał za wszelką cenę zajrzeć do środka, co też zrobił, ale ostatecznie było to prawie tak samo, jak przejechanie kilku przystanków zatłoczonym autobusem.
Zanim dotarliśmy do zaparkowanych samolotów, natknęliśmy się na ochroniarzy wyganiających ludzi z lotniska, skąd samoloty jeden po drugim odlatywały na loty widokowe, pokazowe stanowiska polowe amerykańskich strzelców zmotoryzowanych z jeepami, budkę z watą cukrową, karuzelę, wystawę ryb morskich (na którą składały się trzy brudne akwaria w wąskiej, słabo oświetlonej maringocie) oraz kilka budek i namiotów z poczęstunkiem.
W środku tego pośpiechu przypadkiem trafiliśmy na namiot Radiožurnálu, a właściwie Czeskiego Radia. W namiocie znajdowało się zaimprowizowane studio, w którym prezenter siedział z gościem. Dźwięk ze studia trafiał do zewnętrznych głośników, więc w hałasie karuzel i samolotów wyłapałem fragment zdania: „no cóż, na pasmach krótkofalarstwa…”.
W tym momencie, jak na zawołanie, przyszedł życzliwy pracownik radia i zaproponował nam możliwość nagrania własnego głosu na płycie CD. Odmówiłem z podziękowaniem (regularnie już nagrywamy głosy naszych dzieci na MP3 i wysyłamy je mailem do dziadków), ale poprosiłem sympatyczną dziewczynę, żeby dowiedziała się, kto był gościem w studiu. Przyszła chwilę później i powiedziała to, czego w zasadzie się spodziewałem: „Jest radioamator”.
Na nasledujúcu úplne logickú otázku „a akú má značku“ zjavne nebola pripravená a tak opäť odišla. Medzitým rozhovor vo štúdiu skončil a tak som sa s rádioamatérom stretol osobne.
Przedstawiliśmy się (niestety do dzisiejszego ranka zapomniałem zarówno marki, jak i nazwy), powiedział, że wbrew jego woli zaprowadzono go do mikrofonu i zamieniliśmy kilka słów na temat jego „specjalizacji” w połączeniach DX na 80 metrach. Następnie okazało się, że pozostałe osoby siedzące z tyłu namiotu z jakimiś instrumentami to OK1MSR i OK1HYN, a instrumenty to transceivery. Hynek OK1HYN właśnie ustanawiał połączenie na częstotliwości 14 MHz pod specjalnym znakiem Narodowego Muzeum Techniki OK5NTM, o którym ostatni raz słyszano jakieś trzy lata temu (niezweryfikowane).
Warunki były naprawdę zatłoczone: odwrócona muszla małży i kilka innych anten rozmieszczonych w ciasnej przestrzeni między namiotem a otaczającymi go drzewami. Ponadto operacja odbyła się w warunkach znacznych zakłóceń akustycznych i radiowych, spowodowanych towarzyszącym programem rozrywkowym Radiažurnál oraz startującymi i lądującymi samolotami.
Żałowałem, że dzień wcześniej nie usłyszałem OK5NTM przy ognisku w naszym klubie radiowym, gdzie nawiązaliśmy kilka połączeń na dwudziestu metrach. Nie chcąc pozbawiać innych kolegów kontaktu z rzadką marką, pożegnałam się z obowiązkowym zaproszeniem na OL Party i wyszłam z synem na karuzelę i kilka innych atrakcji, abyśmy mogli wrócić do domu o obiecanej godzinie.
Ponieważ początkowo nie planowałem pisać relacji, niestety nie zobaczycie żadnych zdjęć, a nazwiska obecnych radioamatorów będzie musiał dodać kolega z lepszą pamięcią. Zakończę głębokimi przeprosinami wobec czytelników CQ.SK a s prianím, aby sme boli na deväťdesiate a sté výročie počiatkov nášho rozhlasu a amatérskeho vysielania lepšie pripravení.
73 dni OK1FOU
(Jindra Vavruška)
(napisane 19.05.2003)
